Noc, kolejna bezsenna noc, przelewam swoje myśli na papier,
Jak Jotuze pierdole reguły, które narzuca jakiś klakier, żyje na bakier.
Tej nocy, tylko ja, długopis, kartka i Johnnie Walker,
Zabijam smutek, przekraczam tą przepaść jak Joe Cocker.
Lecz ona znów leży obok i dręczy moje myśli,
Chce mnie owinąć wokół palca, wabi, mówi abyśmy wyszli.
Wewnątrz mnie toczy się zażarta walka, natłok myśli,
Nie wiem czy to zwykły sen, czy śnię na jawie.
W labiryncie myśli zabijam siebie, krwawię.
Czuję, że muszę uciec stąd by nie popaść w psychozę,
Ale ja kocham ten stan, kocham tą hipnozę.
Katalepsja, ten ból przeszywa moje mięśnie, zastygam,
Hipermnezja, odtwarzam ślady odciśnięte w psychice,
Schizofrenia dotyka mnie, jest coraz bliżej…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz