niedziela, 15 stycznia 2012

Sen

Pamiętam, pewna styczniowa noc chłodna,

Rachunek sumienia, głowa myśli głodna.

Wyimaginowana śmierć, która pojawiła się przede mną,

Chciałem uciec w jej objęcia, otulony, odejść razem z nią.

Oblany zimnym potem, przerażony aż po kostny szpik,

W kilka sekund wszedłem w jej rytm, danse macabre,

To mój ostatni taniec, wirując i unosząc się ponad ziemie,

Straciłem orientację, ostatnie powietrza tchnienie,

Chłód przeszył mnie od środka, zmiażdżył moje serce,

W głowie tysiące myśli, popadam w paranoję,

Obrazy z mojego życia przelatują przed oczami,

Strach osiąga zenit, rozrywa moje żyły, agonia.

Serce wybija ostatnie nuty, melancholia, monotonia,

Odchodzę, jedną nogą jestem na drugim świecie,

Wiem, że moich chorych myśli nie zrozumiecie.

To mój koniec, odchodzę lecz nie jestem samobójcą,

Ona tuli mnie coraz mocniej, chce mnie zabrać na drugą stronę.

Słodkim szeptem wabi coraz bardziej, mówię pójdę z Tobą,

Odrzucam swój niepokój, odchodzę na wieki,

Popadając w chory sen zamykam swe powieki…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz